**Ellie**
Zaproszenie Logana na scenę było
świetną decyzją. Będąc w hotelu zdążyłam zapoznać się trochę z jego głosem,
dlatego nie musiałam się bać, że sknoci występ. Poszło mu nawet lepiej niż
myślałam. Ten jego głos… Było w nim coś takiego, czego nie potrafię opisać.
Spodobał mi się. Kiedy zeszliśmy ze sceny, za kulisami otrzymaliśmy gromkie
brawa. Mój menager ochrzanił mnie trochę, że nie powinnam sama podejmować
takich decyzji, ale na moje szczęście wyszło dobrze i spodobało się publiczności.
W sumie trochę na to zlałam. Przecież to ja mu płacę, więc jakim prawem mnie
opierdala? Ludzie gratulowali i mi i Hendersonowi. Chciałam z nim pogadać sam
na sam, jednak inni mi w tym przeszkadzali. Gdy już udało nam się od nich
uwolnić, zagadałam do niego:
- Byłeś świetny. – Pochwaliłam go.
- Nieee. To ty byłaś świetna. W ogóle czemu chciałaś żebym z tobą zaśpiewał?
- Żeby ci przypomnieć jaka to radocha. Na pewno chcesz z tego zrezygnować? – Zapytałam.
- Wiesz… Nie jestem pewien. – Powiedział.
- To już będziesz. Ja zdecyduję za ciebie. Nie ma mowy. Nie pozwolę ci na to. Jesteś za dobry, żeby się zmarnować.
- To miłe, ale…
- Żadnych ale! Chłopie, jesteś świetny! A to na scenie, to nie była nasza ostatnia współpraca. – Uśmiechnęłam się. Miałam już plany.
- Jak to? O czym ty mówisz? – Zapytał zdziwiony.
- A no o tym, że nagramy razem piosenkę. Mam już nawet gotowy tekst.
- Ty naprawdę chcesz, żeby z tobą śpiewał? Przecież ty jesteś Ellie Goulding, a ja… Ja przy tobie jestem nikim.
- Nie mów tak! Jestem pewna. To już postanowione i nie masz nic do gadania. A teraz chodź. – Złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą.
- Ale gdzie?
- Myślisz, że puszczę cię do domu tak bez niczego? Po koncercie jest zorganizowana impreza, ale my robimy sobie bal we dwoje. – Zaśmiałam się.
- Ale ja już powinienem wracać.
- Człowieku, rozluźnij się. Godzina cię nie zbawi.
- A dzieci?
- Chcesz powiedzieć, że zostawiłeś je bez opieki?! – Zdenerwowałam się.
- Nie, nie, nie. Nie jestem aż tak głupi. – Odparł, uspokajając mnie.
- Więc w czym problem? Skoro mają opiekę, to możesz zostać jeszcze trochę. – Uśmiechnęłam się, trzepocząc rzęsami.
- No dobra. Ale tylko godzina. Jezu, przy tobie czuję się jak nastolatek. – Zaśmiał się.
- To dziwne. Przecież jestem od ciebie starsza. Ale fakt. Jestem szurnięta jak szesnastka.
- Byłeś świetny. – Pochwaliłam go.
- Nieee. To ty byłaś świetna. W ogóle czemu chciałaś żebym z tobą zaśpiewał?
- Żeby ci przypomnieć jaka to radocha. Na pewno chcesz z tego zrezygnować? – Zapytałam.
- Wiesz… Nie jestem pewien. – Powiedział.
- To już będziesz. Ja zdecyduję za ciebie. Nie ma mowy. Nie pozwolę ci na to. Jesteś za dobry, żeby się zmarnować.
- To miłe, ale…
- Żadnych ale! Chłopie, jesteś świetny! A to na scenie, to nie była nasza ostatnia współpraca. – Uśmiechnęłam się. Miałam już plany.
- Jak to? O czym ty mówisz? – Zapytał zdziwiony.
- A no o tym, że nagramy razem piosenkę. Mam już nawet gotowy tekst.
- Ty naprawdę chcesz, żeby z tobą śpiewał? Przecież ty jesteś Ellie Goulding, a ja… Ja przy tobie jestem nikim.
- Nie mów tak! Jestem pewna. To już postanowione i nie masz nic do gadania. A teraz chodź. – Złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą.
- Ale gdzie?
- Myślisz, że puszczę cię do domu tak bez niczego? Po koncercie jest zorganizowana impreza, ale my robimy sobie bal we dwoje. – Zaśmiałam się.
- Ale ja już powinienem wracać.
- Człowieku, rozluźnij się. Godzina cię nie zbawi.
- A dzieci?
- Chcesz powiedzieć, że zostawiłeś je bez opieki?! – Zdenerwowałam się.
- Nie, nie, nie. Nie jestem aż tak głupi. – Odparł, uspokajając mnie.
- Więc w czym problem? Skoro mają opiekę, to możesz zostać jeszcze trochę. – Uśmiechnęłam się, trzepocząc rzęsami.
- No dobra. Ale tylko godzina. Jezu, przy tobie czuję się jak nastolatek. – Zaśmiał się.
- To dziwne. Przecież jestem od ciebie starsza. Ale fakt. Jestem szurnięta jak szesnastka.
